Inne

Recenzja: Efekty specjalne — ale nie scenariusz — sprawiają, że Noc w Muzeum 2 jest warta odwiedzenia

>

Jeśli jest jedna rzecz, której nie możesz oznaczyć Noc w muzeum: Bitwa pod Smithsonian , to jest nudne. Jasne, chaotyczne. Absolutnie szalony. Zabawny? Cóż, to zależy. Jeśli masz mniej niż 13 lat, wiele z tego ruchliwego filmu prawdopodobnie będzie histerycznych. Szczęśliwe małpy, sepleniący faraon, a nawet śpiewające cherubinki nastolatka grają szeroko dla młodszego zestawu. Ale każdy starszy będzie miał trudności z oceną tej z pewnością kolorowej, ale często banalnej i chaotycznej kontynuacji jako czegoś innego niż uroczej letniej rodziny.

Sequel rozpoczyna się dwa lata po oryginale i odkrywa, że ​​Larry Daley (Ben Stiller) nie jest już nocnym strażnikiem w nowojorskim Muzeum Historii Naturalnej, ale odnoszącym sukcesy wynalazcą produktów informacyjno-reklamowych. Na ścieżce do sławy i fortuny Larry ma mało czasu dla swoich magicznych przyjaciół w muzeum. Tak więc podczas zaimprowizowanej wizyty powrotnej jest zszokowany, gdy dowiaduje się, że szykują się poważne zmiany. Kurator dr McPhee (Ricky Gervais) informuje Larry'ego, że pakują starsze figurki eksponatów i wysyłają je do archiwów Smithsonian w Waszyngtonie, aby zrobić miejsce dla nowych eksponatów zaawansowanych technologii.

Wiadomość ta mocno uderza Larry'ego, ponieważ zdaje sobie sprawę, że zabawa i przyjaźń, które zyskał dzięki tym magicznie przebudzonym postaciom z wystawy, prawie zniknęły w jego nowym, poważnym, korporacyjnym życiu. I gdy tylko opowiada synowi Nickowi (powracającemu Jake'owi Cherry, który pojawia się w pewnym epizodzie) o losach ich przyjaciół, nagle dzwoni telefon. To miniaturowy kowboj Jedediah (Owen Wilson) dzwoniący z bardzo dużego telefonu w Waszyngtonie, gdzie błaga Larry'ego, by przyjechał uratować przechowywane postacie przed jakimś nienazwanym niebezpieczeństwem.



Jak się okazuje, temu nieznośnemu kapucynkowi Dexterowi udało się podważyć pamiątkę ze swojego starego domu, magiczną egipską tabliczkę, która ożywia mieszkańców muzeum po zachodzie słońca. W D.C. tablica obudziła brzmiącego Borisa Karloffa egipskiego władcę Kahmunraha (Hank Azaria), który chce przywrócić swoją armię do życia i rozpocząć nową walkę o dominację nad światem. To do Larry'ego należy powstrzymanie chaosu za kulisami, gdy przenika on do archiwów Smithsonian. Wraz ze starymi przyjaciółmi Jedediahem, Octaviusem (Steve Coogan), popiersiem Teddy'ego Roosevelta (Robin Williams) i Sacagaweą (Mizuo Peck), Larry przygotowuje grupę nowo ożywionych postaci, w tym Amelię Earhart (Amy Adams), generała Custera (Bill Hader). a nawet kamienna figura z Pomnika Lincolna, by zjednoczyć się przeciwko Napoleanowi (Alain Chabat), Al Capone (Jon Bernthal) i Iwanowi Groźnemu (Christopher Guest).

Jeśli ta lista postaci wydawała się być ćwiczeniem z przesady, spróbuj obejrzeć ten przeładowany film, który cierpi na zły przypadek kreatywnego wzdęcia. Być może trochę zbyt zakochani w lokalizacji ich sequelu, powracający scenarzyści Tom Lennon i Robert Ben Garant tworzą narrację podobną do nadpobudliwego dzieciaka w sklepie ze słodyczami. Jasne, 19 muzeów Smithsonian to złoty standard inspiracji, ale czy musisz umieścić je wszystkie w jednym filmie? Nie zrozumcie mnie źle, skrybowie tworzą kilka bardzo fajnych momentów, takich jak sekwencja startowa NASA w głównym holu Muzeum Lotnictwa i Kosmosu czy Amelia Earhart lecąca samolotem braci Wright przez National Mall, ale są strasznie wiele postaci, które otrzymują krótką uwagę lub uwagę na jedną nutę. Christopher Guest jest kryminalnie słabo wykorzystany jako Iwan Groźny, a Custer Hadera zostaje przygotowany do odkupienia postaci historycznych, które po prostu zostają zapomniane w kulminacyjnej walce wręcz.

Jednak przy tak wielu postaciach są pewne wyróżnienia. Amy Adams dodaje do filmu trochę wspaniałej energii w stylu Hepburn, swoim bezczelnym podejściem do Earharta. Jej zwariowany, szczurzy język jest przesadnie zabawny i działa lepiej niż wymuszony romans, który próbuje stworzyć film między nią a heteroseksualnym mężczyzną Stillera, Daleyem. Alain Chabat dostaje jeden z najbardziej zabawnych momentów filmu, gdy Napoleon próbuje odgadnąć wspomnianą chemię. A Hank Azaria przedziera się przez ten obraz jako Kahmunrah, wylewając anachroniczne, sepleniące riffy na wszystko, od małego Jedediaha w klatce dla ptaków po roztapiającą mózg, popkulturową konwergencję Dartha Vadera i Oscara Zrzędy.

Ale jedynym niewątpliwym sukcesem filmu jest zabawna reżyseria wszystkich ogromnych efektów wizualnych Shawna Levy'ego. Choć w wielu innych filmach byłaby to przesada CG, Bitwa o Smithsonian faktycznie działa najlepiej, gdy Larry i jego ekipa doświadczają ożywających najbardziej kultowych posągów, dzieł sztuki lub postaci historycznych. W szczególności film jest najbardziej magiczny i oryginalny, gdy Larry i Amelia wchodzą do klasycznego „Dzień V-J na Times Square” fotografa Alfreda Eisenstaedta i spacerują w czerni i bieli, gdy opada na nich taśma.

Niestety, ta oryginalność nie trwa w przypadku większości oskryptowanych żartów lub konfiguracji, które rzadko osiągają poziom wesołości, jaki powinien, biorąc pod uwagę zaangażowany talent. Tak, to przede wszystkim film dla dzieci, ale to żadna wymówka, żeby nie próbować mądrze bawić zarówno młodzieży, jak i dorosłych. Nawet kreskówki Looney Tunes odkryły tę formułę pół wieku temu.

W końcu, kiedy Noc w muzeum: Bitwa pod Smithsonian działa, opiera się wyłącznie na mocnych stronach wizualnych i kilku zainspirowanych riffach utalentowanej obsady. Ale pod koniec filmu niewielu będzie chciało, aby kolejna odsłona tej serii ujrzała światło dzienne.



^